Moje kapłaństwo jest darem dla ludzi

9.03.2021

Zdjęcie: Po przyjęciu święceń kapłańskich: o. Marcin Prokopek LC (pierwszy od lewej w pierwszym rzędzie), z mamą Janiną, biskupem Janem Zającem, siostrą Eweliną oraz współbraćmi w kapłaństwie.

Lubił projektować i zajmować się pożytecznymi rzeczami, które zmieniają świat na lepsze. Zamiast inżynierem, został kapłanem. O swej drodze do przyjętych na początku tego roku święceń kapłańskich opowiada o. Marcin Prokopek LC – duszpasterz naszej młodzieży. 

Redaktor: Dom i rodzinna miejscowość mają wpływ na życie człowieka. Gdzie wychował się przyszły kapłan?

Marcin Prokopek, LC: Urodziłem się w Krakowie, ale wychowałem w małej, małopolskiej miejscowości o nazwie „Kłyż”. Leży ona obok Dąbrowy Tarnowskiej, z dala od ruchliwych tras. Mieszkańcy zajmują się głównie rolnictwem lub pracują w pobliskich, większych miejscowościach. Mama, Janina, jest pielęgniarką w ośrodku zdrowia. Tata, Józef, już nie żyje, był pracownikiem budowlanym. Siostra Ewelina pracuje w krakowskim sanepidzie. Rodzice bardzo zabiegali, byśmy mieli dobre wykształcenie…

Podobno już w liceum spotkał ojciec przyszłych współbraci?

Tak! Uczyłem się w Dąbrowie Tarnowskiej i to tam po raz pierwszy spotkałem Legionistów Chrystusa. Przyszli do nas na lekcję religii, zachęcając do zaangażowania się w „Operację Kilo”, czyli zbiórkę trwałych produktów żywnościowych i środków czystości dla osób w potrzebie. Zapraszali też na prowadzone przez siebie zajęcia. Nie byłem zbytnio zainteresowany, ale mój kolega z ławki wyciągnął mnie na jeden z wyjazdów. Wtedy się przekonałem, że to coś dla mnie.

I co się wydarzyło?

Przez następne dwa lata pomagałem w organizowaniu „Operacji Kilo”, uczestniczyłem w misjach na Litwie oraz w rekolekcjach, które odbywały się w całkowitej ciszy, w małych grupach. To pozwoliło mi na skupienie się i rozeznanie woli Bożej w moim życiu. Kończąc liceum, wstąpiłem do ruchu Regnum Christi, którego częścią są Legioniści Chrystusa. Po zdanej maturze pojechałem do Hiszpanii na rok wolontariatu, tzw. „program co-worker”. Nauczyłem się języka, zaznajomiłem z kulturą i temperamentem Hiszpanów. Poznałem też dużo lepiej ruch, do którego należałem oraz metody pracy moich dzisiejszych współbraci.

Ale nie pojawiała się jeszcze myśl o kapłaństwie?

Nie. Rozpocząłem studia na Uniwersytecie Rolniczym w Krakowie. W tygodniu życie składało się z zajęć na uczelni, a weekendy czas wypełniały mi zajęcia w Regnum Christi. Korzystając z doświadczenia zdobytego za granicą, mogłem wspierać ojców Legionistów podczas zajęć z młodzieżą. Udzielałem się też w wolontariacie dla domów dziecka, pomagając organizować akcję „Anioł na jeden dzień”.

Jaki kierunek na Uniwersytecie Rolniczym stracił tak dobrego studenta?

Lubię projektować i robić pożyteczne rzeczy, które zmienią życie ludzi na lepsze. Studiowałem więc na Wydziale Inżynierii Środowiska i Geodezji, planowałem wybrać jako specjalność inżynierię wodną i gospodarkę wodną. Nauka szła mi dobrze, kolejne semestry stawały się mniej teoretyczne, a bardziej praktyczne, co było dla mnie jeszcze bardziej atrakcyjne. Studiów nie przerwałem z dnia na dzień. Idąc do nowicjatu, poprosiłem o urlop dziekański na rok.

Tuż przed święceniami…

Odkrywanie powołania do kapłaństwa było powolnym procesem czy miało miejsce nagłe odczucie, że to jest „ta” droga?

W moim przypadku pierwsza opcja jest poprawna. Był to proces, który trwał ponad rok. Intensywnie modliłem się i zastanawiałem, co naprawdę chcę robić w życiu. Jestem osobą, która dość długo rozeznaje, ale raz podjęta decyzja jest często tą ostateczną.

Przygotowanie do święceń trwa kilka lat. Co było szczególnie inspirujące w tym czasie?

W nowicjacie, czyli na pierwszym etapie formacji, odkrywałem korzyści stabilnego i regularnego życia codziennego, uczyłem się języka niemieckiego, greki i łaciny, poznawałem duchowość zgromadzenia. Współbracia pochodzili z różnych krajów i kultur, więc rozmowy z nimi były dla mnie bardzo odkrywcze.

A na późniejszych etapach formacji?

Podczas studiów humanistycznych i filozoficznych uczyłem się „myśleć, czytać i pisać”. Nie tylko dlatego, że wszystko było po angielsku! Nauczyłem się analizowania artykułów, argumentowania, pisemnego wypowiadania się oraz retoryki. Na praktykach apostolskich ważne było, by zdobytej wiedzy użyć do przekazywania Ewangelii. Z kolei okres studiów teologicznych w Rzymie to czas poznawania Biblii i Katechizmu Kościoła Katolickiego, a także pracy w parafii i codziennego życia we wspólnocie. Podczas całej formacji bardzo ceniłem sobie to, czego nauczyłem się od ludzi, których spotkałem. Przykład ich życia budował mnie i pomagał wzrastać.

Co zapamięta ojciec z uroczystości przyjęcia święceń kapłańskich, 2 stycznia 2021 r. w sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie?

Najbardziej zapamiętam, że była to uroczystość przygotowana przez całą wspólnotę Regnum Christi. Odczułem to jako wydarzenie rodzinne. Na pewno pandemia koronawirusa SARS-CoV-2 zmieniła te święcenia. Po pierwsze, miałem je przyjąć kilka miesięcy wcześniej w Rzymie, razem z braćmi z mojego rocznika. Ale plusem było to, że wiele osób z mojej rodziny mogło być ze mną w tej chwili w Krakowie. Po drugie, bardzo zapadły mi w pamięć słowa z homilii ks. bpa Jana Zająca, który mówił, że kapłaństwo, które otrzymam, jest darem dla ludzi.

Modlitwa krzyżem przed przyjęciem święceń kapłańskich

Nowemu kapłanowi z pewnością przydzielono ambitne zadania…

Zajmuję się administracją naszego domu zakonnego oraz pomagam prowadzić grupę młodzieżową: sekcję Regnum Christi – Młodzi. Razem z o. Agustínem Gómez LC (który odpowiada za całą grupę) staramy się, aby ta wspólnota młodych była miejscem spotkania z Chrystusem. To dla nas najważniejsze, bo wtedy można dalej budować życie duchowe, które później uzdalnia nas do podejmowania decyzji zgodnych z wiarą katolicką. Dlatego prowadzimy rekolekcje i spotkania, podczas których rozważamy Pismo Święte. W czasie spotkań formacyjnych staramy się, w atrakcyjnej formie, przekazać Katechizm. Organizujemy też wyjazdy misyjne na Litwę, do Rumunii czy Kazachstanu. A na miejscu, w Krakowie, w czasie pandemii troszczymy się o bezdomnych.

Czego ojciec uczy się od młodych? A ich oczekiwania i pragnienia – jakie są?

Porównując ich młodość z czasami mojej młodości, widzę, że mają więcej możliwości, jeśli chodzi o edukację, podróżowanie czy poznawanie świata. Ale też więcej pokus, które są bardziej dostępne niż w czasie, kiedy ja byłem w ich wieku. Przebywanie z naszą młodzieżą daje mi dużo radości. Oni zawsze są optymistami, w dobrym humorze. Cieszą się życiem i spotkaniem z innymi. Uczę się od nich pokonywania trudności z radością. Oni z kolei pragną, by byli zrozumiani i zaakceptowani. Chcą także pomagać ludziom w potrzebie, szczególnie tym, którzy mają naprawdę niewiele.

Dlaczego DOM APOSTOŁÓW to ważna inicjatywa w Krakowie?

Bo odpowiada na potrzeby Kościoła naszych czasów. Chcemy tu formować przyszłych apostołów, czyli katolickich liderów. Będziemy kontynuować naszą pracę w nowym, większym i lepiej zlokalizowanym miejscu. Zależy nam, aby była to przestrzeń wartościowych spotkań, by panowała w niej otwarta, domowa atmosfera. DOM APOSTOŁÓW umożliwi zbudowanie wspólnoty, której członkowie będą dobrze zintegrowani między sobą i gotowi w pełni uczestniczyć w życiu Kościoła.

Dziękujemy za rozmowę! 🙂

 

Inne wpisy

Dziękujemy za Twoje 1,5% podatku dla Domu Apostołów

Dziękujemy za Twoje 1,5% podatku dla Domu Apostołów

„Jestem tu dzięki 1,5% podatku” – naklejki z takim napisem pojawiły się na różnych sprzętach w Domu Apostołów, m.in. na fotelach, szafkach czy rzutniku. Każdy odwiedzający nasze centrum formacji wie, że zakup tych rzeczy umożliwili nasi wspaniali Darczyńcy, Pomocnicy Apostołów.

czytaj więcej...
Radość dzielenia się wiarą. Świadectwo Julii z misji

Radość dzielenia się wiarą. Świadectwo Julii z misji

– Wiara działa inaczej niż matematyka: gdy dzielisz się wiarą, to jej nie tracisz, a mnożysz. To jest dla mnie meritum misji – mówi 18-letnia Julia Stanek tuż po powrocie z Litwy. Za nią oraz za innymi młodymi misjonarzami – wiele spotkań z mieszkańcami oraz osobistych odkryć na temat wiary.

czytaj więcej...
Share This